W ocenie specjalistów dług na karcie kredytowej oraz kredyt pod kontem (debet, limit zadłużenia, itp.) to są dwa najtrudniejsze do spłacenia długi. Sprawdziłam to na własnej skórze i nie pozostaje mi nic innego jak zgodzić się z tą opinią. Miałam oba te długi i obie bitwy wygrałam 🙂 Nie było to łatwe i wiem, że wiele osób ma z tym problem. W dzisiejszym wpisie podzielę się z Tobą jak mnie udało się pozbyć tych kuli u nóg.
Moim zdaniem najważniejsze to zdać sobie sprawę z tego, że nie dasz rady spłacić długu na karcie kredytowej spłacając tylko kwotę minimalną. Jeżeli zaś chodzi o dług pod kontem, gdy starasz się nie wydać całej pensji, i to jest twój jedyny pomysł na spłatę tego długu, też masz marne szanse. Jeżeli mi nie wierzysz to sprawdź jak długo już próbujesz się uporać z tym problemem i czy widzisz jakiś postęp. Jeżeli tak – w porządku, rób tak dalej jak robisz, jesteś na dobrej drodze. Jeżeli nie – to wygląda na to, że mam rację 🙂
Kolejny krok nie jest żadnym odkryciem, gdy pogodzimy się z pierwszym – trzeba mieć plan. Gdy zdałam sobie sprawę, że nie robiąc nic z problemem, nic się nie zmieni stworzyłam plan działania zarówno dla spłaty zadłużenia pod kontem jak i dla spłaty długu na karcie kredytowej. Jeżeli masz oba te długi, wybierz jeden z nich. Lepiej pozbyć się najpierw jednego, bo to da Ci motywacje do uporania się z drugim. Poza tym kierując siły w jedną stronę, sukces przyjdzie szybciej 🙂
Ja wzięłam na pierwszy ogień zadłużenie pod kontem, ponieważ denerwowało mnie, że nie wiem ile mam własnych pieniędzy. Pomijam drobiazg, że cały czas byłam na minusie. Podzieliłam tą spłatę na dwa etapy. Pomógł mi w tym zastrzyk gotówki jaki dostałam, który postanowiłam w całości przeznaczyć na spłatę części zadłużenia. Z tych pieniędzy od razu spłaciłam połowę długu i aneksem do umowy kredytowej zmniejszyłam dostępne środki kredytu. Dzięki temu „pozbawiłam się” możliwości ponownego zadłużenia na kwotę którą spłaciłam 😉 Jeżeli jesteś w takiej sytuacji, że nie wykorzystałeś/łaś całego dostępnego Ci kredytu, od razu zmniejsz kredyt do kwoty, którą faktycznie jesteś dłużny/na bankowi. Uwaga – każdy taki aneks do umowy jest płatny, więc lepiej z niego skorzystać tylko raz, chyba że kwota długu jest znaczna i nie da się z nią uporać inaczej jak po kawałku.
Drugą rzeczą jaką zrobiłam w walce z długiem pod kontem było otwarcie konta oszczędnościowego i regularne odkładanie pieniędzy na spłatę tego długu. Tak, przelewałam pieniądze na konto oszczędnościowe mimo, że przez to płaciłam wyższe odsetki od ujemnego salda. Dzięki temu byłam pewna, że tych pieniędzy nie wydam. Jak już wcześniej ustaliliśmy próby wydania mniej z dostępnych środków raczej nie działają, więc trzeba zrobić coś innego. Dodatkowo ustaliłam sobie termin na uporanie się z tym długiem i była to rocznica uruchomienia kredytu, ponieważ wtedy bank pobierał prowizję za kontynuowanie kredytu przez kolejny rok. Zdecydowałam, że nie będę dłużej za to płacić 🙂
Dzięki temu wiedziałam ile mam czasu i ile muszę długu spłacić, więc łatwo mogłam policzyć ile muszę miesięcznie odłożyć i to robiłam. Jak mi brakowało to szukałam sposobów, aby dorobić. Jeżeli masz podobny problem to zacznij myśleć jak możesz zwiększyć swoje przychody. Zacznij dawać korepetycje, rób zakupy sąsiadce, wyprowadzaj psa sąsiada, może sprzedaj coś niepotrzebnego na allegro – możliwości jest mnóstwo. Niestety jak masz dług i nie masz pieniędzy na jego spłatę, to nie pozostaje Ci nic więcej, jak znaleźć sposób, aby więcej zarabiać.
Gdy uzbierałam całą kwotę poszłam do banku, spłaciłam zadłużenie i wypowiedziałam umowę kredytową. To bardzo ważne, aby zrezygnować z tego kredytu po spłacie!!! Już słyszę jak krzyczysz: „ale ja nie mogę rozwiązać tej umowy bo jak się coś stanie to nie będę mieć pieniędzy, aby sobie poradzić”. To najlepszy sposób, aby wpaść w zadłużenie po raz kolejny. Jeżeli tak krzyczysz to znaczy, że najprawdopodobniej nie masz odłożonej żadnej gotówki na niespodziewane sytuacje – i to jest prawdziwy problem. Rozwiązaniem tego problemu nie jest kredyt pod kontem. Zacznij odkładać regularnie co miesiąc określoną kwotę pieniędzy na oddzielne konto. W ten sposób stworzysz sobie bufor bezpieczeństwa. Minimalny to 2000 zł. Marcin Iwuć sugeruje nawet najpierw zbudować sobie taki bufor a dopiero potem wziąć się za spłacanie długów. Moim zdaniem, jeżeli sie to dobrze zaplanuje, można to zrobić to jednocześnie. O osłonie finansowej pisałam w poprzednim wpisie tutaj.
Zadłużenie pod kontem mamy spłacone, pora z uporaniem się z długiem na karcie kredytowej. W tym przypadku również założyłam sobie miesięczną kwotę jaką będę spłacać. Dodam, że była wyższa od spłaty minimalnej. I tak ją sobie spłacałam i spłacałam i spłacałam i spłacałam 😉 Niestety kartę miałam cały czas aktywną i od czasu do czasu również jej używałam. Żeby nie było, to były bardzo przemyślane wydatki na szkolenia i rozwój osobisty. Nie jakaś tam kolejna para butów czy torebka 😉 Trochę to przypominało bańkę wstańkę, co spłaciłam to wydałam. Tak naprawdę w pozbyciu się tego długu pomógł mi przypadek – zgubiłam tą kartę i musiałam ją zastrzec. Wbrew pozorom to było najlepsze co mogło mi się przydarzyć. Oznaczało to, że nie mogłam więcej płacić tą kartą oraz to, że w kolejną rocznicę zapłacę prowizję do banku (banki nie pobierają prowizji gdy w ciągu roku daną kartą dokona się transakcje o określonej wartości – skoro nie mogłam nią płacić, to nie mogłam też „wyrobić normy”). Moja dobra rada jest taka – zrób wszystko, aby uniemożliwić sobie płacenie karta kredytową jeżeli masz na niej dług i chcesz go szybko spłacić. Następnie zobacz jaką masz kwotę do oddania. Wyznacz sobie termin i policz jaką kwotę musisz co miesiąc spłacać, aby zrealizować swój plan.
W przeciwieństwie do kredytu pod kontem uważam, że kartę kredytową warto mieć. Natomiast należy z niej rozsądnie korzystać. Dla mnie to oznacza, że nie wykorzystuję karty jako kredytu, ale jako formę płatności w sytuacjach kiedy zapłacenie kartą kredytową jest dużo wygodniejsze np. kupno biletu lotniczego, rezerwacja hotelu. Są też sytuacje kiedy jest to jedyna opcja płatności. Uwaga: skoro nie wykorzystuję karty jako kredytu, tylko jako formę płatności to znaczy, że mam pieniądze na dany zakup, lub wiem skąd je wezmę. 🙂 I to jest moja dobra rada: nie używaj karty kredytowej gdy nie wiesz jak ją spłacisz.
Zmagając się ze swoim długiem na karcie odkryłam ciekawą zależność: dużo łatwiej było mi powiększyć dług na karcie, gdy już go miałam (no bo i tak go mam, i tak płacę odsetki, a to ważny wydatek na rozwój i szkolenie i bardzo tego potrzebuję). Trudniej jest mi zrobić dług na nowej karcie, którą spłacam w terminie. Mój wniosek jest taki: nigdy nie dopuść do tego, aby nie spłacić całego salda w terminie. Gdy raz to zrobisz, potem już idzie i nie jest łatwo się tego pozbyć. Moje zmagania ze spłatą zadłużenia na karcie kredytowej trwały 2,5 roku i kosztowały mnie około 900 zł odsetek. Dodam, że moje zadłużenie nie było wysokie, wahało się między 2000-2500 zł.
A co z wykorzystaniem kredytu pod karta na rozwój biznesu? Jest to szczególnie popularna metoda w marketingach sieciowych i sprzedaży bezpośredniej, choć nie tylko. Znam przypadki wykorzystania karty kredytowej do sfinansowania rozwoju biznesu. Moim zdaniem to się uda tylko wtedy, gdy masz wystarczająco dużo zaparcia, żeby, choćby nie wiem co, spłacić ten debet w terminie, nawet gdybyś miał/a wykopać tą kasę z pod ziemi. Z przypadków, które znam, tylko bardzo nielicznym osobom się to udało. Pozostałe skończyły z ciągnącym się debetem. Również mój własny przykład, to jest przykład kredytowania biznesu z karty. Dlatego też ja takiej metody finansowania biznesu nie polecam, chyba że masz gotówkę, na którą chcesz się zadłużyć. Brzmi to trochę jak paradoks, ale gdy masz pieniądze, wtedy lepiej korzystać z pieniędzy innych. 😉
Jeżeli masz ochotę podzielić się własnymi doświadczeniami lub masz inne spostrzeżenia związane ze spłatą długów pod kontem i na karcie kredytowej, podziel się nimi proszę poniżej 🙂